Wytrwałość, entuzjazm, entuzjazm...
Ladislav Lukes Jest motocyklistą i konstruktorem z Czeskiej Wsi. Całe jego życie związane jest ze sportami motorowymi. Aktywnie uczestniczył w wielu wyścigach. W sumie przez sześć sezonów startował w mistrzostwach kraju w klasie 125 cm³. Motocykl wyścigowy MIRELA zbudował praktycznie na kolanach w domu, na którym sam ścigał się przez wiele lat. Od samego początku aktywnie uczestniczył w organizacji wyścigów w Brannen. Jak to było?
Wszystko zaczęło się w 1960 roku, podczas konfirmacji, kiedy dostałem w prezencie swój pierwszy motocykl – Jawę 50 Pionýr. Kierowca był jeszcze „pincką“, a wyścigi już się rozpoczęły. Dołączyłem do Jesionickiego Automobilklubu i wiele się tam nauczyłem od kolegów. Muszę wspomnieć chłopaków z Pecinova: F. Plischkego, M. Pobořila, Marina Krála, Mírę Reichla, Slávka Dolanskiego, O. Visingra, mojego brata Lojzę, a zwłaszcza moją idolkę, Mírę Hill.
Na początku brałem udział w wielu rajdach próbnych w Jesioniku, ale potem, kiedy zacząłem myśleć, że stać mnie na więcej, zacząłem startować w zawodach terenowych Mistrzostw Moraw. Z Pepą Hajdą, Ivanem Štěpánem i innymi, oczywiście na różnie ulepszonych „pinkach“, podążaliśmy za bardziej dojrzałymi członkami klubu, Leo Królem i Luďą Smejkal, którzy w tym czasie ścigali się już na mocniejszych sub-kwadratach o pojemności 175 cm³.
Wyścigi były wymagające. Czasami wracaliśmy jak „zbite psy“, nie tylko fizycznie, ale i technicznie. Zawsze jednak rozgrzewaliśmy się w ciągu tygodnia, zszywaliśmy rozdarte cholewki, a w weekend wyruszaliśmy sami ze skórami na targ.
W Jesioniku odbywał się wyścig o nazwie Stříbrný Smrk. W tamtym czasie ścigaliśmy się tylko na „kolejce górskiej“, a Pionýr był wyścigówką szosową. Organizatorzy pozwolili nam ścigać się w klasie free do 50 cm³. Dla tych, którzy umieli go tuningować, chodził jak z procy. Do baku wlano „małpie krople“, a „pincek“ się spalił! Nie myślcie… Był taki moment, kiedy pokochałem wyścigi szosowe i nigdy mnie to nie opuściło.
Kontynuowałem zdobywanie doświadczenia motocyklowego po zdaniu egzaminów na motocyklu wyścigowym ČZ 125. Jeździłem głównie sam, ponieważ inni z Jesioników stopniowo przeszli na motocross. W tym czasie Vláďa Zdráhal z Šumperka był dla mnie wielkim wsparciem. Próbował nawet utorować mi drogę do Dukli w Benešovie, ale się nie udało, więc podczas wojny zostałem bez motocykli.
Po odbyciu służby wojskowej odkurzyłem startującego ČZ 125 na kilka jesiennych imprez. Jednak w listopadzie, po zebraniu oszczędności i wpłacie od rodziców, których musiałem najpierw zapewnić, że nie będę jeździł szybko, wraz z moim przyjacielem Jardą Sahánkiem zebraliśmy pieniądze na nowy motocykl. Jarda pojechał swoim Spartakiem z przyczepką, ja wziąłem moją młodą damę Maruškę i ruszyliśmy w drogę. Pojechaliśmy do Strakonic, aby zobaczyć znakomitego tunera silników dwusuwowych, pana Báča, i zapoznać się z jego ČZ 175. Przed sezonem zostałem również przeszkolony przez aktywnych kolarzy szosowych, pana Mílę Pobořila i Pavla Migala, i nadszedł czas startów!
Chłopaki z klubu Jesenickiego pomogli mi z transportem i mechaniką. Leoš Król jeździł wtedy „papalášfárem“ Volha i wtedy podejrzewali mnie w zajezdni, że jestem bardzo bogaty. Czasami jeździł ze mną też Luďa Smejkal, bo bez samochodu było to niemożliwe. Z własnej osi groziło mi odebranie „certyfikatu lidera“, jak powiedział mi kolega z drużyny, który został w ten sposób przyłapany.
Sezon 1967 i pierwszy wyścig pod Ołomuńcem rozpoczęły się niechlubnie. Zatkany wydech sprawił, że dezorientowałem wszystkich, którzy chcieli mi doradzić w zajezdni, jak przywrócić maszynę do życia. Przyczynę znalazłem później w domu, za co powinienem był się kilka razy poklepać, ale takie są początki... Kolejne wyścigi odbyły się w Šumperku. Tam silnik, wystrojony przez tunera ze Strakonic, dawał już o sobie znać. Pomimo upadku, ukończyłem wyścig na trzecim miejscu i wskoczyłem na podium. Kolejne wyścigi sezonu toczyły się w tym duchu – albo wieniec, albo salto.
W 1967 roku wziąłem również udział w wyścigu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Republiki Czeskiej. Zająłem trzecie miejsce za późniejszym mistrzem Czech M. Stripačukiem i F. Tofflem. Nic znaczącego, ponieważ klasa 175 cm³ ostatni raz ścigała się w 1967 roku i nie była planowana na kolejny sezon.
Zimą musiałem szybko przerobić mojego „1157‘ na ‘125„ i w sezonie 1968 to zadziałało i zakwalifikowałem się do mistrzostw kraju w klasie 125 cm³. Początek był jednak tragiczny – zginął początkujący kierowca z Jesenic, Jarek Štér.
W Mistrzostwach Czech w 1969 roku to była „ciężka robota“ – startowały tam fabryczne motocykle ČZ, Jawa, Tatran i MZ. Miejsce w pierwszej dziesiątce oznaczało sukces. W ten sposób przez kilka sezonów ścigałem się z mechanikami Mírą Lukešem i Jirką Vitoušem, wciąż na ČZ ze Strakonic. Udało mi się nawet zdobyć własny samochód MB 1000, ale potem spadłem do drugiej ligi i musiałem zbudować nową ramę z silnikiem ČZ 125/508. Potem awansowałem, potem znowu spadłem, ale nadal spędzałem większość czasu na torze wyścigowym i w warsztacie.
W 1976 roku, po spotkaniu AMK Lipová, następcy RD Lipová, nie mogłem spać. Zarząd klubu, panowie Švub, Křivda, Pikola i Flégl, zaproponowali mi zakup mocniejszej maszyny wyścigowej z funduszy klubowych z wyścigu patronackiego RD Lipová. Tak trafiłem na dwucylindrowy Ravo 125, aby spotkać panów Raina, Fendricha i Židlíka i zdobyć wiele innych doświadczeń. W końcu dostaliśmy też Maico 125, którym po moim awansie do mistrzostw kraju, Ruda Obšil jeździł również w niższych ligach. Dobrze bawiliśmy się na obu motocyklach. Później dołączył do nas starszy pan z wojska, Olda Štěrba, na Jawie 250.
W latach 80. chłopaki z klubu, mając do rozdania różne rzeczy, zorganizowali dla nas rarytas – podjazd pod Ramzovą. Przy ogromnym wsparciu centrum drogowego pod przewodnictwem pana Paznochta, Franka, Klímy i Krmáška, zorganizowano wyścig na Stříbrný Smrk. To właśnie tam po raz pierwszy spotkałem Ilję Zachovala, który znalazł tor po drugiej stronie Jesioników i szukał organizatora. Nie wiem, dlaczego wtedy się nie udało, ale gdzieś tutaj musimy szukać historii toru Kolštejnskiego, a także mojego uzależnienia od Ilji.
Presja ze strony młodszych zawodników była ogromna, co jeszcze bardziej zintensyfikowało moje pragnienie posiadania czegoś mocniejszego. Wtedy przypadkowo zobaczyłem w World of Motors przepołowiony silnik Morbidelli 125 i to było jasne. Ze Zbynkiem Havrdą zgodziłem się na odlewanie części magnezowych w ČKD, a Jirka Hlisnikovský pomógł mi w legalizacji. Po kilku wizytach w odlewni wywiozłem około 100 kg odlewów elektronowych, ale muszę przyznać, że modelowanie to żadna frajda! Nadszedł czas, gdy pomysły z dokumentacji rysunkowej, inspirowane przez pana Raina, Fendricha, a także przez projektantów z fabryk RD, zaczęły wypełniać wnętrza odlewów. Odlewy były oczywiście najpierw obrabiane przez specjalistów z Řetězárny zámečnická, hartujących Káję Klosovský, RD Ocelovek, RD Lipová. W 1981 roku wyprodukowano pierwszy egzemplarz, a ponieważ odlewy i inne części okazały się udane, powstały dwie maszyny o nazwie Mirela (Marie, Irena, REnata, LAďa – MIREk, LAďa). Jeździliśmy tymi motocyklami z Fráňą Lukešem przez kilka sezonów, a po zakończeniu mojej kariery wyścigowej sprzedałem motocykl. Po latach udało mi się go odkupić i jest on eksponatem w Muzeum Auto Moto Veteran w Czeskiej Wsi.
Po Aksamitnej Rewolucji zostałem wybrany na prezesa AMK Lipová, a potem, niespodziewanie, odwiedził mnie Dominik Eusenot, brat mechanika byłego kierowcy Grand Prix Paula Bordesa.
W Czeskiej Wsi w 1997 roku powstał Klub Weteranów Auto Moto, a dzięki ogromnej aktywności Jirky Hauerlanta powstało Muzeum Motocykli, którym obecnie kieruje Pepa Machač. W następnym roku, 1998, odbył się pierwszy wyścig okrężny Kolštejn, przy współudziale organizacyjnym obu klubów, zarówno z Czeskiej Wsi, jak i AMK Lipová. Współpraca ta trwa do dziś.
Wspomniany Francuz Dominik złożył ofertę udziału pierwszego czeskiego zawodnika w zespole Baleer Bro w 24-godzinnym wyścigu Le Mans 1999, który jest częścią Mistrzostw Świata w Długodystansowych Mistrzostwach Świata. Skonsultowałem ten wybór z dziennikarzem, przyjacielem i „guru“ sportów motorowych, Jiřím Frankiem. Ponieważ licencja na Mistrzostwa Świata była bardzo droga, a federacja sportów motorowych nie była zjednoczona, wystąpiły znaczne opóźnienia w uzyskaniu pozwolenia. Ostatecznie wszystko się udało i po kilku sesjach treningowych z zespołem Baleer Bro, w którym uczestniczył również wielokrotny mistrz GP 125, Guy Bertin, mogliśmy wystartować w wyścigu Le Mans w kwietniu 1999 roku. Niestety, już podczas codziennych treningów poślizg zawodnika i kontuzja kostki uniemożliwiły udział pierwszego czeskiego zawodnika.
Jeśli chodzi o obecność, to tutaj, na torze wyścigowym Kolštejn, można spotkać wiele osób wspomnianych w tym artykule jako organizatorów i kolarzy.





